SAMO ŻYCIE

Szczodre Miłosierdzie


Henryka siedziała przy stole, jadła ostatnią kanapkę i patrzyła nieprzerwanie przez okno. Od dwóch tygodni nie wychodziła z domu, była bardzo samotna, czuła się coraz gorzej i wciąż czekała na swojego wnuka, który znów nie przychodził, choć umówił się na dzisiaj. Był spóźniony już ponad godzinę.
    – Gdzież on się podziewa? – pomyślała. Zawsze się spóźnia, nigdy nie jest na czas! A wtedy kiedy najbardziej mi jest potrzebny, to go nigdy nie ma. 
Kiedy zegar na komodzie wybijał godzinę szesnastą, Henia wstała od okna i zaczęła gwałtownie szukać swojego telefonu.
    – Muszę koniecznie zadzwonić, nie wiem co się z nim dzieje. To już przechodzi ludzkie pojęcie… dlaczego nie przychodzi, a może się coś stało? – podenerwowana i zakłopotana zaczęła dzwonić do wnuka. Jednak telefon milczał, nie odpowiadał.
 Nie zastanawiając się szybkimi ruchami poszukała kontaktu do swojego syna Darka, który był na dyżurze w szpitalu. Od czasu tej  pandemii koronawirusa, Darek nie wracał do domu, cały czas przebywał w szpitalu wśród chorych. Spadło to na wszystkich bardzo niespodziewanie, nikt nie spodziewał się czegoś takiego. Henryka miała zaplanowane sanatorium, na które czekała prawie trzy lata, cieszyła się, że trochę odpocznie i zreperuje swoje nadszarpnięte zdrowie. Ale, cóż nic z tego! Trzeba było się dostosować i czekać w domu. No tak, właśnie czekała… ale wnuk nie przychodził. Miał przynieś jakieś zakupy, zostawić je przy drzwiach i wrócić do mieszkania, właściwie jej mieszkania, które mu podarowała. Mieszkał w nim od czasu śmierci jej męża, a swojego dziadka. Praktycznie obiecała mu dać je, po swojej śmierci w testamencie, ale jej przyjaciel ksiądz Piotr, kiedyś tak pięknie powiedział:” Ten jest najbogatszy, kto najmniej potrzebuje”. Po tych słowach wiedziała, że tak ma postąpić! Na tamten moment, to Mikołaj wcale nie zasłużył na taki prezent! Henryka jednak wiedziała, że tak postąpił by Jezus!
      A było to mieszkanie dość wygodne, obszerne i bardzo zadbane. Henryka czasem przychodziła do niego…do wnuka Mikołaja i pomagała mu w porządkach, czy przy kuchni. Uwielbiał pomidorówkę z lanym ciastem i klopsiki z sosem koperkowym. Starała się jak mogła, aby mu pomóc i dogodzić. Mikołaj jednak nie doceniał babci, żył w świecie i często się wyśmiewał, kiedy Henia modliła się na różańcu! Jakoś zatracił wszystkie wartości religijne i także z ojca drwił, kiedy on chodził do kościoła, nie ukrywał tego, że wcale go Bóg nie obchodzi…uważał się za ateistę. Henryka wraz z synem Darkiem bardzo to przeżywała, dostał przecież religijne wychowanie, przystępował do sakramentów, dopiero na studiach poznał złych ludzi… i wszystko powywracał w swoim życiu. Nie było w jego życiu szacunku do ludzi, ani dobroci. Jedynie był zdolny jeszcze coś zrobić dla rodziny! Lecz zawsze było to wymuszone. Zmienił się radykalnie, stał się okropnym egoistą i wyrachowanym człowiekiem. Henryka opadała już z sił!- wciąż się modliła, ale nic się nie zmieniało. Wciąż było to samo.
Miała się już połączyć z synem, kiedy telefon zadzwonił i usłyszała bardzo cichy głos swojego wnuka Mikołaja:
     – Babciu, babciu miałem straszny wypadek na motorze, jechałem z zakupami do ciebie! Teraz jestem w szpitalu i mam nogi połamane i żebra i miednicę i nie wiem… co będzie. A tato pracuje w innym szpitalu i nie ma szansy, aby mnie odwiedził. Babciu jestem sam.. pomóż mi.. pomóż mi.
     – Mikołaj nie wolno ci się poddawać… jestem z Tobą! Trudno jakoś musisz wytrzymać, ufaj Bogu, nie załamuj się! Będę się modlić za ciebie i wyślę prośbę do pogotowia duchowo – modlitewnego. 
     – Babciu, ale jak to, przecież jestem straszny i wcale nie wierzę w tego Boga, a ty mi karzesz się do Niego modlić! – ryczał niesamowicie do telefonu!
     – Może najwyższy czas i do Ciebie to dotrze, że to Jezus się o Ciebie upomniał i chce, abyś się do Niego zwrócił. Jest tak dobry i miłosierny, że żaden człowiek nie jest w stanie tego zrozumieć i pojąć! Jego moc uzdrowienia przychodzi do każdego mimo „drzwi zamkniętych”. Przeproś Jezusa i sobie z Nim porozmawiaj. Przyjdź skruszony do Boga, a On już zrobi swoje. On okaże ci miłosierdzie!
    – Babciu, a ja jestem taki straszny grzesznik, nawet nie wiesz jaki? mam tyle grzechów!- zaczął jeszcze mocniej wyć do telefonu, ale Henryka mu przerwała:
    – Każdy człowiek ma jakiś grzech, do którego się nie chce przyznać wobec samego siebie, od którego ucieka, aż na koniec świata, nie chce się z nim zmierzyć! A Bóg chce wejść w nasze grzechy, w nasze słabości i chce ci powiedzieć, że już nie pamięta o twoich grzechach. Wybacza… i chce ogłosić potęgę swojego miłosierdzia… i jeszcze, nie myśli w kategoriach sprawiedliwości, zacznij dziś żyć Bożym miłosierdziem… a będzie dobrze, jeśli będziesz z Nim, jakkolwiek będzie…
   – Dobrze Babciu… przepraszam cię za wszystko i posłucham Cię… będę Boga dziś przepraszać i prosić o Jego miłosierdzie! Kocham cię … i słychać było..jak obydwoje razem płaczą!

Ewa Ziemiańska   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *